Aktor Jason Isaacs, znany z roli Lucjusza Malfoya w filmach o Harrym Potterze, niedawno przyznał, że przez całą swoją karierę wydał niemal wszystko, co zarobił. Zamiast budować długoterminowe oszczędności, każda podwyżka wynagrodzenia prowadziła jedynie do wyższego stylu życia. Powiedział, że nawet w programach takich jak The White Lotus, gdzie zarabiał około 40 000 dolarów za odcinek, jego wydatki zawsze wydawały się rosnąć w parze z jego dochodami. Jego szczerość podkreśla problem, z którym boryka się wiele osób, niezależnie od sławy czy wynagrodzenia. To powolne zwiększanie wydatków, które cicho eroduje bogactwo. Planiści finansowi mówią, że ten wzór jest powszechny. W miarę wzrostu dochodów ludzie zaczynają ulepszać podróże, rozrywkę, mieszkania i subskrypcje. Żadne z tych zmian nie wydaje się ekstremalne. Z czasem jednak pieniądze znikają. Eksperci zalecają odwrotne podejście. Sugerują automatyczne przekazywanie części każdej podwyżki na inwestycje, zanim jeszcze trafi na konto czekowe. Kiedy pieniądze są oszczędzane najpierw, ludzie są mniej skłonni do ich wydawania. Ostrzegają również, że duże ulepszenia stylu życia mogą uwięzić ludzi. Większe domy i wyższe stałe wydatki utrudniają kiedykolwiek ograniczenie wydatków. Dane z badań pokazują, dlaczego to ma znaczenie. Wiele osób w Stanach Zjednoczonych wciąż ma trudności z radzeniem sobie nawet z małymi nagłymi wydatkami. Historia Isaacs'a nie jest opowieścią o porażce. To przypomnienie. Zarabianie więcej nie tworzy bezpieczeństwa. Dyscyplinowane oszczędzanie tak.