jednym z moich ulubionych argumentów Jamesa C. Scotta jest to, że każda cywilizacja buduje swoją bazę subsystencji wokół zbóż, ponieważ tylko zboża mogą naprawdę funkcjonować jako podstawa opodatkowania (są „widoczne, podzielne, ocenialne, przechowywalne, transportowalne i ‘racjonowalne’”). Nie ma państw soczewicowych, imperiów ciecierzycy ani narodów manioku, ale wszystkie najwcześniejsze państwa agrarne były zbudowane na pszenicy, jęczmieniu lub proso. Jedynym częściowym wyjątkiem są Inkowie, którzy polegali na kukurydzy i ziemniakach, tzn. większość ich subsystencji była strukturalnie mniej czytelna i trudniejsza do przejęcia (bulwy można zostawić pod ziemią, jeśli przyjdzie poborca podatkowy, a jeśli państwo chce je zdobyć, musi je wykopać jedno po drugim, co kończy się mniejszą wartością kaloryczną/rynkową). Powszechne braudelowskie W, ekologie górskie są schronieniem, ponieważ w porównaniu do pasów zbóż są fiskalnie nieczytelne. Moim innym ulubionym argumentem w tej kwestii jest praca Johna V. Murra na temat tego, jak starożytne andyjskie polisy zbudowały duże skale gospodarki politycznej na podstawie tej nieczytelności podatkowej, integrując się w pionowe archipelagi połączone wymianą czasu pracy zamiast pieniędzy (ayni, minka, mita).