Przez ostatni rok w rządzie i Whitehall były dwa obozy dotyczące tego, jak odpowiedzieć na problem Trumpa. Jeden, kierowany przez Varuna Chandrę w No 10, postrzega USA jako rosnącą potęgę, której przewagi są potęgowane przez innowacje technologiczne. Uważają, że najlepszą strategią Wielkiej Brytanii jest dążenie do umowy z MAGA w sprawie AI i technologii. Ostatni esej Mandelsona w Spectatorze ilustruje ten pogląd, chociaż uważam, że wygląda to trochę głupio w świetle wydarzeń z ostatniego tygodnia. Drugi oboz widzi priorytet w pogłębianiu więzi z Europą. Twierdzą, że ostatnie sukcesy brytyjskiej polityki zagranicznej miały miejsce w Europie: nowe umowy z Francją, koalicja chętnych itd. Chcą, aby większą uwagę poświęcono opcji unii celnej jako części tego wysiłku. Rozumiem, że sekretarz spraw zagranicznych chciał zająć stanowisko w sprawie Grenlandii wcześniej, ale został powstrzymany przez No 10. Starmer dzisiaj złożył dość wyważone oświadczenie i ma rację, wskazując na zależność Wielkiej Brytanii od zdolności USA. Wielka Brytania byłaby wyjątkowo narażona w przypadku spirali odwetu prowadzącej do presji USA na bezpieczeństwo, wywiad, broń jądrową i obronę. Ale myślę, że byłoby bardzo trudno i dyplomatycznie kosztownie dla Wielkiej Brytanii próbować pozostać na uboczu, jeśli w nadchodzących tygodniach wystąpiłaby spirala taryfowo-bezpieczeństwowa, nie mówiąc już o jakichkolwiek jednostronnych ruchach USA w sprawie Grenlandii.