Ostatnio spędziłem sporo czasu na badaniu ekosystemu AI Agents w @virtuals_io, a w mojej głowie ciągle krąży jedna myśl: gdy AI zniweluje bariery w pozyskiwaniu wiedzy, a nawet będzie w stanie wykonać większość pracy biurowej za ludzi, co tak naprawdę pozostanie z tego starożytnego biznesu edukacyjnego? To, co edukacja może ostatecznie zachować, to prawdopodobnie nie "treść", ale dwie rzeczy, które najtrudniej zdigitalizować: wiarygodne certyfikaty zaufania oraz finansowe obiegi, które się wokół nich odbywają. Podążając za tą logiką, ostatnio pomyślałem o @opencampus_xyz i postanowiłem przejrzeć ich Twittera. Na górze wciąż ta sama wiadomość z listopada zeszłego roku: Open Campus we współpracy z Animoca i notowaną na NASDAQ firmą ANPA planuje w ciągu najbliższych 24 miesięcy zakupić do 50 milionów dolarów w równowartości $EDU. Informacja nie jest nowa, ale "przypięcie" jest bardzo jasne: chcą, aby rynek zrozumiał EduFi przez pryzmat "wejścia instytucji + finansów edukacyjnych", a nie jako jednorazowe opakowanie. Moje standardy oceny takich projektów są w zasadzie bardzo proste: nie mówcie zbyt wiele o skomplikowanych terminach, najpierw wyjaśnijcie kilka bardziej realistycznych spraw. Pierwsza kwestia to certyfikaty. Fałszowanie dyplomów i nadmuchane kwalifikacje zawsze będą trudne do wykrycia, ponieważ w istocie koszty weryfikacji są zbyt wysokie, a informacje zbyt asymetryczne. Druga kwestia to finanse. Kredyty studenckie w wielu rynkach były przez długi czas ignorowane, nie dlatego, że nie ma popytu, ale dlatego, że aktywa są zbyt trudne do wyceny: brak przejrzystości informacji, niewidoczność niewypłacalności, ograniczone kanały finansowe, co prowadzi do wysokich stóp procentowych, krótkich terminów i niemożności rozwoju skali. Jeśli uda się zrestrukturyzować długi związane z edukacją w bardziej przejrzysty sposób, a następnie dodać kanały finansowe RWA, to przekształci to wydatki na edukację w aktywa przepływów pieniężnych, które mogą być finansowane, kontrolowane ryzykiem i łączone. Ostatecznie, jeśli wszystko pójdzie dobrze, beneficjentami będą studenci: tańsze fundusze, bardziej rozsądne terminy, bardziej zrównoważone możliwości. Czy zapytasz mnie, czy to tylko kolejna finansowa gra w opakowaniu? Może tak być. Słowa edukacja i finanse naturalnie łatwo mogą być nadużywane, gdy są zestawione razem. Ale gdy instytucje są gotowe ciągle wyrażać swoje stanowisko prawdziwymi pieniędzmi, pozostanie neutralnym w środku, opierając się na danych i wynikach, wydaje mi się obecnie bardziej stabilną postawą. W końcu, kto nie chciałby, aby przyszłe fundusze edukacyjne były tańsze, a certyfikaty zdobyte dzięki ciężkiej pracy były bardziej wartościowe?